ducatti_1198

To już. Nadchodzi moja ulubiona pora roku. Dla mnie rozpoczyna się z marcem i kończy gdzieś w październiku – równolegle z sezonem motocyklowym.
Pogoda dla bogaczy. Z garaży wyjeżdżają kabriolety, no i właściciele wytaczają swoje odkurzone jednoślady, wybudzone ze snu zimowego.
Szczerze – już doczekać się nie mogłem.
I nie mogę się doczekać swojej pierwszej przejażdżki w tym sezonie.
W tej chwili jednak nie jeźdżę nawet samochodem. Pech. Zwichnąłem sobie nogę w kostce, gdy usłyszałem za oknem pierwszy ścigacz i zerwałem się, żeby go zobaczyć. Cóż, kontuzji się nabawiłem, ale niebieskie R1 zobaczyłem ;)

Z każdym kolejnym rokiem, na drogach pojawia się więcej tych cudownych maszyn, co naprawdę cieszy, bo to są niesamowite uczucia. Każdy, kto się o to otarł, doskonale wie o czym mówię. Wszystkim innym polecam przynajmniej spróbować.
Motocykl to wolność – owszem, ale każda wolność potrzebuje mądrości.
Dlatego zalecam rozwagę ;)

Ciekawostką jest to, że mimo iż bez pasów – na motocyklu czuję się bezpiecznej. Serio! To mniejsze gabaryty nad którymi trzeba zapanować i nie istnieją obawy, że gdzieś przychaczę jakąś lampą czy coś w tym stylu.
Dodatkowa teoria: Jazda na motocyklu to utrzymana pozycja embrionalna, czyli wiadomo – odczuwalnie najbezpieczniejsza. Czasem się tak zasypia, a i tak się układa nienarodzone jeszcze dziecko w łonie matki.
Coś w tym musi być :)

Pozdrawiam wszystkich zwolenników i do zobaczenia na drogach!